Człowiek renesansu w dobie nowych technologii

O uczeniu się przez całe życie i łączeniu różnych zainteresowań rozmawiamy z dr. Bartłomiejem Iwańczakiem.

Można powiedzieć, że jesteś modelowym przykładem osoby uczącej się przez całe życie. Łączysz w swoich zainteresowaniach zupełnie różne zagadnienia, m.in. psychologię, informatykę, geografię.

To nie do końca tak, że są to odrębne światy. Wiele pozornie odmiennych dyscyplin, gdy już się je pozna, jest zadziwiająco podobnych. U mnie punkt styczny stanowi geografia. Każde zjawisko – czy społeczne, czy przyrodnicze – ma lokalizację, która ma znaczenie. To tak zwany determinizm geograficzny. Psychologia pomaga zrozumieć, dlaczego człowiek w tej przestrzeni podejmuje takie, a nie inne decyzje. Z kolei geoinformatyka pozwala na analizy i wizualizację danych przestrzennych.

W renesansie nauka dostępna człowiekowi była na tyle ograniczona, że jedna osoba mogła mieć wszechstronne umiejętności. Obecnie zasoby informacji z poszczególnych dziedzin są tak duże, że nie da się już poznać wszystkiego. Dlatego w nauce dominują wąskie specjalizacje. W ostatnich latach coraz wyraźniejsze staje się podejście interdyscyplinarne. Tak jak ważne jest zachowanie równowagi między umiejętnościami miękkimi a twardymi, tak wiele osób, dzięki unikatowemu połączeniu dwóch–trzech dyscyplin, staje się konkurencyjnymi na rynku pracy. Ja też podążyłem tą drogą.

Co więcej, aby być dobrym w tym, co się robi, niezbędne jest doświadczenie. Wiele umiejętności wynika z praktyki, na co potrzeba czasu. Czas jest naszym najcenniejszym i bardzo ograniczonym zasobem. Przykładowo, gdy poświęcam czas na biegłą znajomość języka obcego, będzie to kosztem wprawy w dostrzeganiu zjawisk na wykresach giełdowych. Coś za coś.

Mógłbyś opowiedzieć więcej o swojej ścieżce kariery?

Na wiele pozwoliło mi ukończenie studiów międzywydziałowych, zarówno magisterskich, jak i doktoranckich. Takie studia umożliwiają swobodę w wyborze przedmiotów, kształtują samodzielność i kreatywność. Pozwalają pominąć wiele tzw. zapychaczy, natomiast można korzystać z oferty różnych wydziałów. Jest to cenna możliwość. Z teorii układów złożonych wiadomo, że najwięcej innowacji przynoszą tzw. dalekie, odmienne połączenia. Kiedy na seminarium po wystąpieniu biologa swoje badania prezentował matematyk, a następnie psycholog, często doznawałem olśnienia: „WOW! To tak też można?!”.

Pracę w Uniwersytecie Warszawskim zacząłem, jeszcze zanim zdałem egzamin licencjacki. Myślę, że wynikało to z wewnętrznej potrzeby działania. Jest powiedzenie, że gdy wszyscy twierdzą, że czegoś nie da się zrobić, znajdzie się taki jeden, który tego nie wie i to zrobi. To bardzo dobry przepis na sukces. Tak powstał mój pierwszy portal WWW z materiałami dla studentów, za jakiś czas system układania planów i pensum dla wykładowców. Tak też oddolnie zainicjowałem w IBE System Obiegu Informacji.

Z tego, co mówisz, wynika, że od dłuższego czasu towarzyszą Ci nowe technologie.

Na pewno nie mogę się porównywać z obecną młodą generacją, która rodzi się ze smartfonem w ręku. Dość standardowo pierwszy kontakt z komputerem miałem w szkole podstawowej, a Internet pojawił się nieco później. Natomiast kluczowe było to, że od początku wolałem korzystać z technologii czynnie, a nie biernie. Również dzisiaj wolę napisać artykuł na portalu, niż obejrzeć film, czy udoskonalić aplikację, zamiast zagrać w grę. Myślę, że niezależnie od obecności technologii większym problemem jest tzw. wtórny analfabetyzm cyfrowy. Młodzież często potrafi lajkować posty na wallu i montować filmiki na TikToku, a ma problem z wyszukaniem godziny odjazdu pociągu czy oceną wiarygodności tej informacji.

Wielu ludzi obawia się też nowych technologii.

W tym semestrze prowadziłem zajęcia z nowoczesnych technologii dla psychologów na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Już na początku zwróciłem uwagę studentom, że nawet jeżeli ktoś czuje się humanistą, nie będzie zwolniony ze zdobycia kompetencji cyfrowych. Moim zdaniem każdy, kto samodzielnie myśli i rozwiązuje problemy, sprosta nowym technologiom. Poradzi sobie też w życiu.

Wiele zależy od charakteru rozmów o technologiach. Często informatycy (ale widać to również w innych środowiskach zawodowych, na przykład wśród naukowców) tworzą wokół swojej pracy aurę tajemniczości. Używają specjalistycznych terminów, które mimo że są precyzyjne, odstraszają przeciętnego słuchacza. Nierzadko po wyjaśnieniu okazuje się, że dane zagadnienie wcale nie jest trudne. Warto mieć świadomość, że ten informatyk to nie kosmita, lecz też człowiek. Umysł większości ludzi nie potrafi ogarnąć tak złożonych, wielowymiarowych problemów, o co podejrzewamy informatyków (o ludziach, którzy to potrafią, mówimy – geniusze).

Jak się nie bać nowych technologii? Moim zdaniem kluczowa jest cecha osobowości, zwana otwartością na doświadczenie. Taka osoba próbuje nowości i, używając modnego określenia, często wychodzi ze swojej strefy komfortu. Zamiast myśleć, „że coś zepsuję”, po prostu zaczynam tego czegoś używać. Zresztą jeżeli system tworzył dobry programista, przewidział, że coś można popsuć, więc to uniemożliwił, ma też na wszelki wypadek kopię zapasową. Parafrazując, do dobrego rozwiązania zawsze można wrócić, natomiast zwykle warto chociaż sprawdzić, jak działa rozwiązanie lepsze.

Od kilku lat „integrujesz” ludzi z nowymi technologiami. Opowiedz nieco o swoich zadaniach dotyczących prowadzenia Zintegrowanego Rejestru Kwalifikacji.

Przede wszystkim chciałem się przyczynić do powstania jednego z pierwszych, przyjaznych rejestrów publicznych. Oprócz zaprojektowania bazy danych ZRK zainicjowałem też kilka bardziej widocznych koncepcji, m.in. CAS (jedno miejsce do logowania), AF (obsłużenie informatyczne całego procesu wnioskowania o włączenie kwalifikacji), FIC (formularz sprawozdań instytucji certyfikujących), API ZRK (udostępnienie danych) czy mechanizm filtrów, który obecnie funkcjonuje w wyszukiwarce kwalifikacji. Ważną dla mnie kwestią jest dalsza cyfryzacja ZSK, np. poprzez zapisanie w ustawie o ZSK, aby w przypadku działania narzędzia cyfrowego do obsługi jakiegoś procesu obowiązywało jego stosowanie. Innym działaniem, które chciałbym wprowadzić, jest utworzenie centralnego rejestru certyfikatów wydawanych w ramach ZSK.

Przykładowa strona książki “QGIS 3.14. Tworzenie i analiza map”

 

Kluczem w rozumieniu ZSK jest dla mnie słowo „zintegrowany”. Dlatego obecnie zajmuję się m.in. interkonektorami (mówiąc prościej, to pobieranie i wysyłanie danych z jednych systemów do innych. Dane z wielu źródeł pozwalają na wyświetlanie przy kwalifikacji mnóstwa nowych informacji: o średnich zarobkach, miejscach certyfikowania czy ofertach pracy. Łączenie z wieloma systemami, jak POL-on, ELA, PSZ czy QDR, wymaga pilnowania, aby nasze dane były uporządkowane, kompletne i spójne.

W zespole, w którym na co dzień pracuję, staramy się, aby informacje na www.kwalifikacje.gov.pl były wysokiej jakości i najlepiej generowane dynamicznie. Duże znaczenie ma tutaj rozumienie potrzeb i sposobu korzystania z portalu przez różnych użytkowników, co pozwala na intuicyjne rozmieszczenie treści. Zazwyczaj większość mojej pracy zajmuje nie tyle napisanie kodu, co zidentyfikowanie, które z rozwiązań będzie najlepsze. Wymaga to też wielu rozmów z innymi, w czym przydaje się właśnie informatyk z kompetencjami społecznymi.

Otrzymałeś w maju nagrodę 😊

To było zupełne zaskoczenie. Kilka dni wcześniej odezwał się do mnie wydawca z informacją, że książka QGIS 3.14. Tworzenie i analiza map znalazła się na podium w konkursie Polskiego Towarzystwa Informatycznego na Informatyczną Książkę Roku 2022, i z zaproszeniem na honorową galę.

Ucieszyło mnie szczególnie, że wyróżniona została książka o tak niszowej tematyce. Opowiadam w niej o Systemach Informacji Geograficznej (GIS) oraz o pracy na danych przestrzennych. Wyszedłem z założenia, że trafi ona do czytelników, którzy ani nie mają podstaw kartograficznych z tworzenia map, ani nie znają się na nowoczesnych technologiach geoinformacyjnych. Rozpocząłem więc od tego, że Ziemia jest taką nieco zdeformowaną kulą, a kończyłem na pokazaniu umiejętności zapytań przestrzennych w języku SQL, analizach sieciowych, modelowaniu zjawisk w czasie czy publikowaniu map w chmurze. Całość jest w atrakcyjnej, prawie komiksowej formie. Motywacją do napisania książki było rozpropagowanie umiejętności tworzenia map cyfrowych. Ponieważ nakład prawie się wyczerpał, to myślę, że cel częściowo został osiągnięty.

Okładka książki Bartłomieja Iwańczaka “QGIS 3.14. Tworzenie i analiza map”
Podobne wpisy:

Facebook
Twitter
LinkedIn

Pozostałe artykuły

Close Menu
X
Skip to content